W kierunku środowiska optymalnego cz. II

Dość dobrze znane są np. granice dopuszczalnych stężeń w powietrzu substancji toksycznych, przed przekroczeniem których nie występują cechy zatrucia tymi substancjami. W Polsce wymagania pod tym względem są bardzo wysokie. Mimo to nie ma nieraz pewności, czy wieloletnie narażenie na subtoksyczne stężenie różnych substancji chemicznych jest obojętne dla zdrowia. Inny przykład. Dr P.H. Beales prowadził na początku lat sześćdziesiątych badania nad wpływem nie kontrolowanego hałasu miejskiego na słuch. Znalazł on w Sudanie grupy koczowników pustynnych, które nie zetknęły się w ogóle w życiu z hałasem zależnym od technicznej działalności człowieka. Porównał ostrość słuchu u tych ludzi, w różnym wieku, z ostrością słuchu u Amerykanów pracujących w zakładach, w których natężenie hałasu było znacznie niższe od dopuszczalnego. Słuch Sudańczyków w wieku 70-79 lat był lepszy niż Amerykanów w wieku 30-39 lat. Autor różnicę tę wiąże z wieloletnim narażeniem Amerykanów na hałas o natężeniu nie przekraczającym ustalonych norm, nie wywołujący szybkich, drastycznych zmian słuchu, ale upośledzający go stopniowo, w ciągu wielu lat.

Sam człowiek w tym środowisku, które właśnie dla niego ma być optymalne, budzi – jak dotąd – znacznie mniejsze zainteresowanie niż owe środowisko. Czasem nasuwa się pytanie, komu służyć ma to przyszłe „optymalne” środowisko, którego cechy są dzisiaj wyznaczane. Dla populacji o jakiej strukturze wieku jeszcze ogromnego wysiłku badawczego i lepszego uświadomienia sobie wagi takich badań dla przyszłości całych populacji i losów poszczególnych ich członków. Dotyczy to zresztą i innych, nie biologicznych aspektów przyszłości człowieka.

Leave a Reply